czwartek, 4 czerwca 2015

Manufaktura słodkości, czyli jak mija mi początek czerwca :)


Ostatnio nawet bardzo słodko. Odkąd wszystko się zaczęło zmieniać mam więcej weny do próbowania swoich sił w kuchni (chociaż zmienia się ciągle ale to co dzieje się teraz akurat mi pasuje). Przyszedł mi też silikonowy rękaw z Chin! Jest idealny tylko muszę się nauczyć go używać :)


Jeżeli chodzi o te zmiany... Chodzi o to, że robię porządki w relacjach z ludźmi. Odsiewam i wyrzucam to co mi zbędne. Czuję się z tym o wiele lepiej i wcale nie cierpię z tego powodu na depresję ani nic podobnego. Przeciwnie wręcz. Czuję w końcu, że nikt mi nie podcina skrzydeł. Nic już mnie nie blokuje i zaczynam myśleć bardziej kreatywnie. Przykład? Proszę bardzo!
Tydzień temu wybrałam się z mamą do sklepu po coś na niedzielny obiad. Pechowo trafiłam na alejkę z wszystkim co potrzeba do mojego kombinowania. Kupiłam pięć galaretek. Nie wiem po co, na pewno nie były mi potrzebne ale pierwszy raz w życiu widziałam PASTELOWE GALARETKI! :O jak tylko coś z nich zrobię będzie fotorelacja! Mam pastelowy róż i niebieski a także białą. Dodatkowo wpadła mi w ręce fioletowa, więc nie potrafiłam jej odłożyć i przypadkiem przechodziłam koło brązowej o smaku coli... Kupiłam je bo w ciągu pół minuty znalazłam po kilka sposobów na każdą na ich wykorzystanie. To wystarczający powód.


W dzień dziecka miałam urodziny. Mama zrobiła mi tort dzień wcześniej i jakoś tak zainspirowałam się. Jest piękny. Sama na drugi dzień zrobiłam cupcakes. Tak! prawdziwe z pou na wierzchu. Nieidealne oczywiście ale krem wyszedł boski. Najprostsza rzecz na świecie. Mascarpone zmiksowany z rozpuszczoną czekoladą karmelove Wedel :)


Dziś na przykład ledwo oczy otworzyłam i w momencie jak gotowała mi się woda na kawę już wstawiałam mleko na kuchenkę do budyniu i między jednym łykiem kawy a drugim wyrabiałam ciasto kruche na oko. Placek truskawkowy. Kruchy lub półkruchy spód (albo jaki tam komu wyjdzie), na to budyń taki bardziej gęsty niż do jedzenia i na to truskawki przykryte tym samym ciastem co na dole i kruszonką robioną na oko. Pyyyycha! Chodziło za mną to ciasto koło trzech dni i nie wytrzymałam.




Święto jest, dzień wolny i jest co świętować. Nasz znienawidzony współlokator w końcu się wyniósł po zrobieniu z siebie totalnego kretyna. Starałam się nie tracić nerwów chociaż w sumie miałam gdzie spać tylko Weronika nie bardzo i nowa dziewczyna Edyta. Powstrzymałam się i jestem z siebie dumna. Za coś jednak dostałam 5 z warsztatów neutralizacji agresji :) moja praca nawet nie została sprawdzona tylko z marszu dostałam ocenę bardzo dobrą, gdyż prowadząca zajęcia stwierdziła, iż nie musi sprawdzać bo wie co potrafię. Brawo ja! O tym postaram się napisać innym razem bo chciałabym się trochę rozpisać w temacie neutralizacji agresji i złych emocji oraz treningu umiejętności społecznych zwanego ART.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez hejtów, bez spamu. Po co ci to?
Jestem początkująca, więc mało jeszcze ogarniam aczkolwiek wyłączyłam weryfikację obrazkową, żeby nie denerwować tym ludzi :)
Jak masz jakieś cenne porady to chętnie się z nimi zapoznam i być może zastosuję.