środa, 20 maja 2015

O dobrych ludziach, czyli życiowe power banki :)




(Pikseloza level master)
Miałam napisać o pozytywnych ludziach i nagle zniknęłam, przypadek? Nie sądzę :)
Zgodnie z obietnicą złożoną samej sobie, publicznie, znalazłam chwilę, żeby napisać o dobrych ludziach, dzięki którym ładuję baterie. Żeby nie było, że świat taki zły i pełen hien wysysających ze mnie wszystko co najlepsze. Opisałam kilka osób a właściwie to dlaczego mnie ładują. Oczywiście to nie wszyscy! Jak widzę co robią ze swoim i nie tylko swoim życiem to pozostaje mi tylko powiedzieć, że wszystko się da tylko trzeba chcieć.



Tak serio to nie pisałam bo byłam trochę zajęta. Zmianą pracy, krwawieniem z nosa, bólem głowy, szukaniem nowej współlokatorki (tak rozstajemy się z Weroniką, zamieszka w pokoju obok) i chyba znalazłam nawet kilka...

Właśnie. To jest dobry przykład na co zwracam uwagę decydując się na zawarcie bliższej znajomości z kimś. Przychodziły do mnie różne osoby, wszystkie chciały ze mną zamieszkać. Ja niestety nie ze wszystkimi. Przy spotkaniu z nimi starałam się je ocenić pod kątem tego jak będziemy razem współgrać. Przestrzeń około metr lub niecały dzieląca dwa łóżka to jednak mało i nie chcę mieć oporów.
Nie rozumiem jak można tylko wejść do mieszkania, rozejrzeć się i powiedzieć "biorę". Ale jak to? Przecież człowieku, będziesz dzielić ze mną powietrze! Tak nic nie pogadać? Nie zaprezentować siebie? Specjalnie upiekłam muffinki nawet, żeby cię poczęstować a ty nic?? Tylko weszłaś i chcesz dokonać zakupu? Robiło tak wiele osób. Nie tak wiele zrobiło inaczej. Tej przestrzeni nie da się od tak kupić. To nasz dom i wszyscy mamy się w nim czuć dobrze. Jeśli się nie zgramy będzie niemiło. Teraz jest z obecnym lokatorem zza ściany (jak bardzo można brzydzić się człowiekiem???).
Jest powiedzenie: "nie wszyscy muszą mnie lubić". W tym jednym przypadku wszyscy musimy się lubić. Niestety :)
Ja lubię moich współlokatorów i oni mnie chyba też trochę. Weronika strzela fochy ale i tak się do mnie przytula a Branko zawsze wie kiedy mam zły humor i wie też jak go poprawić ;)
Jeżeli chodzi o wspólną przestrzeń, którą mamy nazywać domem nie może być wątpliwości.
Branko jest znanym człowiekiem i robi bardzo dużo fajnych rzeczy co go uskrzydla i dzieli się pozytywną energią. Weronika stara się poszerzyć moje horyzonty. Była też Natalka, niestety już odeszła z tego świata ale w tym innym na milion procent zaraża swoim dobrym humorem. Dużo się od niej nauczyłam i jestem jej za to wdzięczna. Skoro mowa o współlokatorach to była też Ola, była z nami właściwie chwilę ale bardzo mnie odblokowała i otworzyła mimo iż teraz zajęta jest robieniem oszałamiającej kariery (serio!) i szukaniem szczęścia to i tak jej dziękuję.

Z rodziną sprawa wygląda zupełnie inaczej. Osobiście nie mieszkam z moją rodziną, ponieważ nie są to pozytywni ludzie. Zbyt często narzekają. Zdalnie łatwiej mi nad tym zapanować. Nie muszę się na nich denerwować za to jacy są. Mogę jednak pokazać im, że można inaczej, na przykład ciesząc się z małych rzeczy, i zmieniając na lepsze to co każdy sam jest w stanie zmienić. Trwanie w nicości jest bez sensu.

Najlepsze ciasto na świecie wymyślone i zrobione przez moją mamę.

Pięknym przykładem jest tu moja mama. Włożyłam mnóstwo wysiłku w to, żeby ją namówić na rozwijanie siebie. Bała się, głównie tego co ludzie powiedzą. Bo jak to tak, stara baba i zachciało jej się nagle? Miała do tego podstawy bo ludzie naprawdę gadali. Dużo przeszła, dużo straciła i wszystko w nieodpowiednim momencie. Nie dziwię się jej, że tak długo się bała. Kiedy w końcu się odważyła, wszystko zaczęło podążać w odpowiednim kierunku. Każda zmiana u niej pociąga za sobą kolejne. Uzupełnia wykształcenie przez co poznała nowe osoby, które pozytywnie na nią wpływają. W końcu nie czuje się głupia bo kiedyś często tak mówiła. Znalazła pracę u dobrych ludzi (naprawdę ich podziwiam!) dzięki czemu robi to co lubi i ma gdzie uwolnić swoją kreatywność. Zaczęła bardziej dbać o wygląd. Z bojącej się wszystkiego szarej zakompleksionej myszki rozkwita aż serce rośnie. To niesamowite!
Brat podąża za marzeniami i realizuje cele. Zdobywa wszystko co sobie postanowi. Może jest trochę zarozumiały ale to tylko pozory. Tak naprawdę jest nadal uroczym młodym człowiekiem, który wszystkim się dzieli (to u niego naturalny odruch!), nie narzeka na swój los tylko robi co może.
Tata chyba już się nie zmieni ale przynajmniej docenia mój wysiłek. Pozostaje mi tylko zaakceptować to co mnie w nim denerwuje (nieumiejętność współżycia z ludźmi i przekonanie o własnej nieomylności) bo też jest w pewnym sensie moim bohaterem. Wrócił z tamtego świata, i zrobił naprawdę dużo dużych rzeczy, po swojemu. Mimo wszystko doceniam to.

Rodzina brata mojej mamy jest mi też bardzo bliska chociażby z tego powodu, że robią dużo dobrego dla innych ludzi. Mieszkałam u nich kiedyś i prawdopodobnie dzięki temu mam już taki nawyk, żeby dobro innych stawiać ponad swoje. Oni tak żyją. Przez kilka ostatnich lat niestety trochę więcej narzekali (mieli powody) dlatego mniej ich odwiedzałam ale wszystko wraca do normy i znowu mogę być dumna, że jestem członkiem ich rodziny.

O kim jeszcze mogę napisać? Wspomniałam o szefostwie mojej mamy. Ludzie z ogromnym sercem. Nieoficjalnie prowadzą jeden z najlepszych sposobów resocjalizacji. Przygarniają pod dach zbłąkane istoty, dają im pracę i niezbędną pomoc (medyczną, psychologiczną, prawną) jaka tylko jest im potrzebna. Tak po prostu.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o ludziach, którzy pracują z dziećmi i dla dzieci. Nie o tych w prywatnych przedszkolach. Chodzi mi raczej o pedagogów, psychologów oraz innych ludzi zaangażowanym w pomoc tym dzieciom, którzy najbardziej tego potrzebują. Ludzie z fundacji, stowarzyszeń, klubów młodzieżowych, świetlic itp. Oni mają w sobie tyyyyle energii! :D
Jakoś tak nagle przypomniał mi się bardzo dziwny dzień prawie rok temu... Siedziałam w pokoju z Weroniką i robiłyśmy coś na komputerach, nagle ona zerknęła na fejsa. Jej dawny wychowawca z bursy ma stowarzyszenie pomagające dzieciom. Szukał ludzi na zbiórkę. Zgłosiłam się i już na drugi dzień zbierałam do puszki na wyjazd dla dzieci z domu dziecka. Na Starym Mieście (najulubieńsze miejsce w stolicy <3 ) i z bardzo pozytywnymi ludźmi. Przebrani za klaunów, na kolorowo, z kwiatami na szyi i skręcanymi balonikami w rękach tak zbieraliśmy pół dnia. Nie znam tych ludzi i więcej ich nie widziałam ale pamiętam jak się wtedy czułam... MEGA!!! Po wszystkim zalał mnie deszcz a w tramwaju zagadał całkiem przystojny chłopak. Przegadaliśmy całą drogę, w euforii nawet wymieniliśmy się numerami. Nie spotkałam się z nim bo ochłonęłam ale dawka endorfin była zabójcza. :D

W internecie też można znaleźć pozytywnych ludzi. Jeżeli jeszcze ktokolwiek ma opory przed prawdziwym światem to zachęcam do czytania blogów, założenia konta na jakimś portalu. Chociaż z tymi portalami to jest różnie. Mam koleżanki, które spotkały tam swoje drugie połówki. Ja wchodziłam zupełnie w innym celu. Starałam się dodać im wiary w siebie. Pamiętam takiego Andrzeja, w wieku mojego brata, lubił zielony mundur ale bardziej lubił rap. Miał nawet jakiś tam talent. Zaproponowałam mu pomoc w postaci zaprowadzenia do darmowego w pełni profesjonalnego studia ale zanim to zrobiłam usunęłam profil i kontakt się urwał, mam wyrzuty sumienia. Jeden z osobników portalowych stał się dla mnie kimś ważniejszym niż inni tam. Nie byliśmy parą, nic z tych rzeczy ale przez około rok zawsze wiedziałam, że co by się nie działo mogę do niego pisać i dzwonić a on do mnie też. Miał niestety problem z odnalezieniem drogi w życiu. Stwierdziliśmy, że byłby idealnym księdzem. Podobno zamierza teraz wziąć udział w rekrutacji. Co do blogów, są takie blogerki, które mają flow i zarażają tym. Wystarczy wejść a już się nie wyjdzie, niezależnie od tematyki. Jak zobaczysz, że można to też ci się zachce ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez hejtów, bez spamu. Po co ci to?
Jestem początkująca, więc mało jeszcze ogarniam aczkolwiek wyłączyłam weryfikację obrazkową, żeby nie denerwować tym ludzi :)
Jak masz jakieś cenne porady to chętnie się z nimi zapoznam i być może zastosuję.