środa, 29 kwietnia 2015

Rozstanie z dresem...



Po raz kolejny zmieniam coś. Lubię jak się coś dzieje. Coś nowego, lepszego albo niekoniecznie. Po prostu coś innego. Tym razem znowu trafiło na pracę i o dziwo nie dlatego, że jest źle ale dlatego, że może być jeszcze lepiej. Nie chciałam tego robić bo tak jak pisałam jakiś czas temu praca na infolinii daje mi luz na który nie będę mogła sobie pozwolić gdzieś indziej. Trudno. Czas pożegnać się z dresem zawsze i wszędzie. Czas na zmiany bo już za długo było dobrze...


W zeszły weekend miałam szkołę i nawet zostałam na wykładzie, na którym nie musiałam a dodatkowo powiem, że podczas zaliczenia i dyskusji na temat wykładanego przedmiotu nauczyłam się więcej niż na wszystkich wykładach (dobra byłam tylko na jednym wcześniej).
Ok, może nie do końca "nauczyłam się" bo co nowego mogłam poznać na przedsiębiorczości? Temat szukania pracy, rozwijania kariery, kompetencji pożądanych na rynku pracy i takie tam. Z doświadczenia dobrze znałam pojęcie nieliniowości kariery (ostatnie pytanie na egzaminie, prawie nikt nie znał odpowiedzi dlatego wykładowca się zdecydował podpowiedzieć...). Gadaliśmy na tematy teoretycznie oczywiste  i cytując wykładowcę "kto nie stawia sobie celów, porusza się jak gówno z prądem". Jednak nie wszyscy wiedzieli o co chodzi, dla wielu osób nakreślenie swojej ścieżki rozwoju chociaż takiej wyidealizowanej było abstrakcją. Bo po co?

Przypadek chciał, że po raz kolejny zmienię pracę. Tym razem na taką, której jeszcze nie wykonywałam. Nic wielkiego ale bez kabli wokół głowy i z poczuciem, że nie musiałam błagać o posadę tylko pani zadzwoniła do mnie, bo ktoś inny mnie polecił a po rozmowie zdecydowała się na współpracę.
Stawiając na rozwój nie mogłam nie przyjąć takiej propozycji bo kiedy jak nie teraz? To nadal praca praktycznie typowo studencka ale za (można powiedzieć) ludzką stawkę i zadaniowa - bez presji i bez kontaktu z klientem. Za to w ubraniu niekoniecznie dresowym.
Dres i trampki są wygodne a żeby się rozwijać należy wychodzić poza strefę komfortu. Tak właśnie zrobię. Coś za coś.

Zmiana pracy = zmiana wypłaty. To pozwoli mi dalej realizować plan. Chcę wrócić do naturalnego środowiska. Dość sztucznie wykreowanego na potrzeby zapełnienia luki po tym z czego rezygnuję, żeby tu być.
Już niedługo wszystko będzie tak jak powinno być. Wcześniej się nie dało, z różnych przyczyn.

To nie jest tak, że mam gdzieś waszą troskę i dziękuję wszystkim za to. Wszyscy chcecie dla mnie dobrze tylko każdy na swój sposób a ja jestem uparta i zrobię wszystko i tak po swojemu. Jak zawsze :)

P.S.: Wzruszyłam się reakcją współpracowników na wiadomość, że odchodzę. Myślałam, że mają dość moich tekstów, "edukowania" klientów, zakładania nogi na krzesło i zajmowania najlepszych komputerów. Jeśli ktoś to czyta (np. Tetiana ;) to chcę wam powiedzieć, że wszyscy jesteście super. Dzięki wam za naukę angielskiego i ratowanie tyłka w sprawach nietypowych. Współpraca jest fajna! Nie bójcie się podsuwać liderom nowych pomysłów, bo jak pokazał przykład ze zmianą komunikatu na stronie to czasem drobna rzecz a wiele ułatwia. W kupie siła! "Wąchajcie deszcz" i niech burza będzie z wami! <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez hejtów, bez spamu. Po co ci to?
Jestem początkująca, więc mało jeszcze ogarniam aczkolwiek wyłączyłam weryfikację obrazkową, żeby nie denerwować tym ludzi :)
Jak masz jakieś cenne porady to chętnie się z nimi zapoznam i być może zastosuję.