poniedziałek, 30 marca 2015

YOLO, czyli przemijanie moim zdaniem...


"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny;
Są one na kształt prochu zatlonego,
Co wystrzeliwszy gaśnie"


William Shakespeare

http://naterrinhadotiosam.blogspot.com/2012/06/voce-sabe-o-que-yolo-significa.html

Pojechałam z tekstem! :D

Tak serio to gdyby się wczuć, pasuje idealnie. Wracając z pracy poczułam silną potrzebę wypisania się na temat tego co myślę o przemijaniu. Możecie mówić, że jestem opętana i mam schizofrenię oraz wszystkie inne choroby psychiczne świata. Przyzwyczaiłam się.
Miało być o przemijaniu. Dlaczego? Czemu nie o słitaśnych muffinkach? Bo (!) to ostatnio modne wśród bliskich mi osób. Gdyby było za słodko to byłoby też nudno, gorzkie tematy dają mi równowagę. Nie chodzi tylko o śmierć. Przemijanie moim zdaniem dotyczy wszystkiego, głównie życia, każdej jego sfery. Śmierć mimo wszystko nie jest końcem. Są różne drogi, które do niej prowadzą i każdego w końcu doprowadzą. Przywiązując się do ludzi, zwierząt, miejsc czy rzeczy, zazwyczaj mało kto myśli kiedy i w jaki sposób to straci. Ja myślę za każdym razem i na wstępie opracowuję sobie plan jak to zniosę. Serio. Teraz jakiś wielki pseudopsycholog by mógł w dobrej wierze chcieć mi uświadomić jak bardzo poważne problemy mam ze sobą. Oczywiście, że mam! Wiem o tym i to nie tak, że nie umiem się ich pozbyć oraz potrzebuję specjalistycznej pomocy. Nie chcę się ich pozbyć! Nie teraz, nie na tym etapie. Sama zdecyduję kiedy i w jaki sposób ogarnę bo do cholery jasnej wiem jak to się robi! Z depresji też wyszłam i wiedziałam jak to zrobić mimo iż każdemu wydawało się, że wie lepiej. Wiem co mnie motywuje i w jaki sposób. Żeby czegoś chcieć muszę mieć dobry powód.
Dobry powód by żyć tak jak chcę to chociażby fakt, że nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek zdarzy się okazja by zrobić to, co mogłabym odłożyć na później. Nie rozumiem jak można być szczęśliwym tyrając na przyszłość, która może nie nadejść. Jeżeli owo "tyranie" samo w sobie sprawia komuś przyjemność, rozwija tą osobę to fajnie ale jeżeli ktoś gnije w pracy, której nienawidzi, uczy się czegoś czego nie chce (bo to przyszłościowe) i żyje z kimś kto nie podziela tych samych poglądów to WTF? Jak można sobie świadomie marnować życie? Każdy z nas ma tylko jedno! Nie mam zamiaru poświęcać młodości dla przyszłości.
Chcę póki co pracować na infolinii bo nie muszę się jakoś bardzo angażować i dzięki temu mam czas na inne rzeczy. Nie chcę brać każdej możliwej zmiany w pracy aby tylko zarobić jak najwięcej, żeby mieć na wakacje w ekskluzywnym hotelu na końcu świata bo mnie to zupełnie nie jara. W wolne dni mogę gotować - bo lubię, czytać - bo mam czas, spotkać się z kimś i nie być zmęczona - bo daję z siebie więcej. Idealnie wakacje są tanie, wystarczy rower, żeby jechać na wieś. Do wujka (nie byłam tam stanowczo za długo) albo na działkę, gdzie będę mogła spędzić pół dnia na drzewie a wieczorem odpalić ognisko albo grilla z ludźmi, którzy nie żyją dla hajsu. Że taka duża i na drzewie? Lubię. Zwłaszcza na mojej ukochanej czereśni u babci na polu.  Chcę się uczyć o ludziach i będę mimo, iż nie każdemu się to podoba (bo drogie, gdzie ty potem pracę znajdziesz, zmarnujesz 5 lat). Nie chcę w tej chwili wiedzieć czym będę zajmować się za 5 lat. To samo przyjdzie (albo nie) i wtedy niezależnie od miejsca pracy będę szczęśliwa z tego co mam. Będę wdzięczna za to, że nic nie muszę.
ZAWSZE MAMY WYBÓR.

Kiedy umiera lub choruje ci ktoś bliski to co wtedy czujesz? Wiem, że teraz masz na mnie hejt ale pomyśl. To twój wybór jak to przyjmiesz. Oczywiście, że będziesz cierpieć i tęsknić. Twoje życie się zmieni ale nadal masz wybór. Ta osoba też miała... jak myślisz, czy czegoś żałuje? Czego? Czego ty będziesz żałować kiedy znajdziesz się na miejscu tej osoby? Na pewno się kiedyś znajdziesz.


Zaradna, energiczna kobieta. Wzór kobiety idealnej. Przeżyła wojnę, pochowała dwóch mężów i syna. Podróżowała, mieszkała za granicą, znała kilka języków. Dzieci wychowała na dobrych ludzi, o dom zawsze dbała, o firmę prowadzoną razem z mężem, o dalszą rodzinę. Wyglądała zawsze idealnie. Przeżyła ponad 80 lat. Ostatnie lata w pieluchach ze schizofrenią i wieloma innymi przypadłościami. Mimo wszystko, leżąc w tym łóżku nieraz po wiele godzin samotnie, miała o czym myśleć. Miała wspomnienia. Miała świetne życie.

Młody chłopak. Fakt, że zaradny. Własna firma, dom wybudowany samodzielnie. Samochody, imprezy, dziewczyny, alkohol, czasem nawet narkotyki (zależy od punktu widzenia). Myślał, że żyje pełnią. Do czasu. Znał ryzyko ale to go nie powstrzymało. Mówią, że niesprawiedliwość. Czemu? Tak wybrał. Żył jak chciał i nie oceniaj tego. Przemyśl i zachowaj dla siebie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez hejtów, bez spamu. Po co ci to?
Jestem początkująca, więc mało jeszcze ogarniam aczkolwiek wyłączyłam weryfikację obrazkową, żeby nie denerwować tym ludzi :)
Jak masz jakieś cenne porady to chętnie się z nimi zapoznam i być może zastosuję.